Witajcie!
Jechałam do mamy pełna obaw, wróciłam podbudowana psychicznie, pełna optymizmu. Jest znaczna poprawa. Przesyłane przez Was dobre fluidy też miały swój wkład, za co serdecznie Wam dziękuję.
Pogoda
spsuła się dokumentnie. Zimno (17,5* w najcieplejszym momencie dnia), ciemne chmury, a rano nawet trochę popadało, lecz, niestety, trochę za mało. Deszczu u mnie potrzeba tyle, że ze dwie doby opadów non stop poprawiłoby nawilgocenie gleby.
Jutro ma być słonecznie z dwudziestoma czterema stopniami, czyli bardzo ciepło. I sucho.
Maryniu - mój najmłodszy syn też nie mieszkał w akademiku. Nie chciał. Radził sobie bardzo dobrze w wynajętym mieszkaniu, dzięki czemu do dziś świetnie sobie organizuje życie w wielkim mieście. Twoja wnusia też sobie poradzi, nauczy się samodzielności i będzie zadowolona, nie będąc narażoną na tolerowanie bursowych imprez, na które np. mocno narzekał nasz najstarszy syn.

Tylko wówczas nie było nas stać na wynajem samodzielnego mieszkania dla niego.
Co do letniej krasy mojej działki to już raczej można między bajki włożyć,

coraz bardziej jesiennie mi się kojarzy.
Niedziela okazała się być fantastyczna. Dziękuję.
Danusiu - a u mnie deszczu tyle co kot napłakał.
Bardzo dziękuję w imieniu mamy.

Zdrowie wprawdzie już jej nie wróci, ale widać znaczną poprawę po ostatnim pogorszeniu.
Stasiu - kochana, nie da się mieszkać w drewnianym nieocieplonym jeszcze domku podczas zimnych nocy, toteż trzeba było wrócić w domowe pielesze, gdzie też nie jest już za gorąco.
Temat chwastów jest jak rzeka, nigdy się nie kończy, ciągle odnawia. Już mi ich narosło, ale to nawet dobrze, bo będzie co robić w te chłodniejsze dni.
Różany skwerek faktycznie mam doskonale widoczny z okna, tylko daleko - z IX-tego piętra.
Stasiu skarbie, na wnuki to ja już nie liczę i pogodziłam się z tym, że ich nie będzie. A że każdy kij ma dwa końce, to ja mam ten drugi, czyli komfort organizowania sobie czasu zgodnie z moją własną wygodą.

No, trochę jeszcze z M muszę się liczyć.
Mamie faktycznie polepszyło się i zupełnie inaczej się z nią dzisiaj rozmawiało. Nawet sobie żartowała, co mnie szczególnie cieszyło. Dziękuję i mocno całuję.
Dorotko - stary gołębnik został kiedyś zaadoptowany z króliczarni i nie jest taki, jak być powinien. Oczywiście zostanie zlikwidowany łącznie z wolierą, gdzie powstanie warzywnik, jako że gołębie zostawiły tam ogromne pokłady swego
złotka.
Moje dalie kołnierzykowe też są oszukane i tylko czerwone spełniły oczekiwanie. Natomiast te o ciemnych liściach nie zawiodły. A jedne i drugie mam z nasion i z tej samej firmy.
Za dobre życzenie dla mamy serdecznie dziękuję.

Dzisiaj już znacznie się poprawiło.

To jedyna dalia z kołnierzykiem.
Soniu - pozwól, że najpierw odwzajemnię uściski dla Karolka.

Sama nie mam wnucząt, a kocham dzieci od zawsze.

U mamy jest widoczna poprawa, dziękuję.
U mnie to już jest mania w zbieraniu nasion. Nie umiem przejść obojętnie obok rośliny, która kusi swoimi owocami.
Novalis ma więcej cienia niż słońca i zapewne dlatego nie tylko wyrosła na ponad dwa metry, ale też jej kwiaty mają ciekawy kolor, a ma ich ogromnie dużo.
Zdrowie przytulam i szczerze odwzajemniam.
