Sezon 2012 na ukończeniu, ten nowy w obecnej chwili witamy paczkami z nowymi różami. Zjechało się towarzystwo mieszane z Niemiec, Wielkiej Brytanii, Francji, Serbii, Czech - ale o tym później. Do grona moich róż dojechały nowe, ciekawe - Comtessa Branicka - ma powtarzać kwitnienie oraz Dembrowski - pisownia w sumie nie ustalona - ma kwitnąć tylko raz. Już w tej chwili jestem bardzo ciekawa swoich róż. O tym później.
By nie przedłużać - trochę wspominek - które róże mnie czarują? Nieodmiennie róże angielskie i historyczne.
Mogę jedynie podziękować Oliwce bo przez jej ogród mam teraz piękne krzewy różane.
Zaczniemy trochę od róż angielskich - pierwsze kwitnienie zaczął krzew różany - Chianti - ta róża kwitnie tylko raz i jest bardzo starą odmianą, to ona dała całą linię róż o czerwono-czarnych kwiatach Austinowi. U mnie to duży krzew, który w tym roku zakwitł ponad 100 kwiatów. U mnie jest on posadzony na słońcu ale Chianti powinien być posadzony w półcieniu, wtedy ma lepsze wybarwienie kwiatów. Faktem jest że nie lubię czerwonych róż ale ta jak i William Shakespeare są dla mnie wyjątkowymi różami - do dziś nie mam Munstead Wood.


Drugą angielką która zawsze mnie w specjalny sposób ujmuje jest Constance Spry - wypatrzona w wątku u Ewy. Wydawała mi się piękna z tymi dużymi kwiatami ale okazała się też kłopotliwą różą. U mnie posadzona w miejscu trochę wietrznym, co okazało się dużym błędem - silne podmuchy łamią jej nowe pędy. Silne słońce powoduje oparzenia na liściach ale ta róża ma jeden plus - jest bardzo odporna na mróz, poprzednią zimę przetrwała w 100% bez najmniejszych wycięć pędów.



Widziałabym ją posadzoną przy murze w lekkim zacienieniu, na razie musi męczyć się w tym miejscu w którym rośnie.
Na razie to wszystkie róże angielskie kwitnące tylko raz.