NARESZCIE mogę napisać - spełniło się moje marzenie i mogę pisać o naszym ogrodzie. Naszym bo bardzo pomaga mi moja żona Sabina a statystuje Marcelek - 15-miesięczny kochany brzdąc. Nareszcie mogę założyć dziennik i umieszczać w nim historie roślin które w nim już są i w przyszłości będą.
Podczas prowadzenia dziennika budowy domu ZAWSZE marzyłem o tym żeby "to wszystko" SKOŃCZYĆ I zacząć prowadzić dziennik ogrodu co niniejszym czynię. Ogród to moje oczko w głowie i czuję że zaczynam mieć "fioła" na jego punkcie.
Obecnie jest to mieszanka wizji ogrodników i mojej. Mojej bo zrobiłem w nim trawnik i "winnicę" a ogrodników bo zrobili resztę. Zrobili, bo ja sam robiłbym to kilka miesięcy. Po 3-4 godziny wieczornych zmagań z ogrodem (po pracy) to chyba XXII wiek by mnie zastał. Zdecydowałem się na pomoc firmy ogrodniczej. Teren ogarnęli całkiem ok, masy ziemi przesunęli tak, jak ich o to prosiłem, ale reszta pozostawia WIELE do życzenia. Ale o tym później.
Zaczynaliśmy tak:

Kolejne zdjęcia pola





I w "szkółce" karierę rozpoczynały już wtedy ukochane moje szmaragdy kupione po 1 zł (jeden złoty


... drzewka w szkółce rosły...




...dosadzałem nowe "krzoczki"...

... i szkółka rosła...







I początek mojej "winnicy" (pisownia celowa) ;)


...BYŁA też wędzania...











Jak na pierwszego posta wystarczy.

Przez chwilę myślałem że wszystko straciłem. ;)
Pozdrawiam,
Pedzelito