Ten duży kwietnik powstał z konara lipy które były przycinane przy ulicy naprzeciw naszego okna. Długo ich nie zabierali więc "buchnęliśmy" jeden razem z żoną

. Na wiosnę kora bardzo łatwo schodzi. Potem dwa lata sezonowania w garażu, przycinanie sęków, dorabianie półek (z desek do krojenia) i na koniec lakierobejca. Dwukrotnie ze szlifowaniem po pierwszym razie. Mocowanie kołkiem w suficie, a na dole kolejna deska do krojenia z filcowymi podkładkami. Kwietnik postawiłem ponad 10 lat temu i nadal cieszy oko bez żadnych pęknięć. Na szczycie "siedzi" sowa ze starego pnia sosny
