Zgadzam się w stu procentach. Samo wsadzenie do gruntu to u nas loteria, bez osłony i odpowiedniego stanowiska figi mają ciężko. U mnie też to co poszło do ziemi na żywioł w większości padło albo co roku startowało od zera, dlatego dałem sobie spokój z uprawą fig.
Kluczowe jest ciepłe, osłonięte miejsce, ewentualnie kopczykowanie, agrowłóknina albo prowizoryczne okrycie na zimę. Donice z kolei dają większą kontrolę, ale kosztem dzwigania.
Niestety nasz klimat nadal wymaga kombinowania, kto chce mieć własne figi musi się trochę nagimnastykować.
Jak to się mówi: bez pracy nie ma ... fig.
A "nie ma róży bez ognia" to klasyka, dziś już takich filmów nie robią, tak samo jak kiedyś zimy były porządniejsze. Stare filmy są najlepsze, stare sposoby ogrodnicze też często się sprawdzają.
( Polecam obejrzeć Gawełka z filmu: Wolna sobota.

)