Maju- też mi się oko fiksuje na różach
GorzatkoMał - taka landryna o tej porze roku to... balsam dla duszy
Agnieś- też podlewam bez ustanku, bo boję się, że roślinki zanim zasną... to zaschną... Jeżówka ma zadziwiający kolor i choć nie grzeszy obfitością to i tak ściąga spojrzenie. Nie jest skromna
Joluś- Ty miałaś nie mieć róż, ja sobie obiecywałam, że nie wyjdę z różami na przód domu... A wczoraj chodząc po okolicy poświerkowej doszłam do wniosku, że szkoda miejsca... i że z piętnaście różanych krzaczków wejdzie jak nic
Mam nadzieję, że nie będziesz miała potrzeby pytać o choroby różane
Czarodziejko - więc przede mną zadanie dotrzymania hortensji przy życiu do wiosny...
No, tak, nie mnie jednej wielkokwiatowe clematisy zaszły za skórę. Piękne są, ale ich wymagania... sprostać im nie potrafię. Viticella to inna bajka... Ale z oczu ich spuścić nie można, bo natychmiast wchodzą nie tam gdzie trzeba
Ech, bladawce są wszak tak szlachetne i piękne
Nelu- Larissa urokliwa, zdrowa i rozrzutna. Znowu naprodukowała mnóstwo pączków i zaczyna część odrzucać. Zobaczymy, co pocznie w przyszłym roku. Po takim szaleństwie może odpoczywać. Pitisa z Dianą,ale jest tam jeszcze drugi teksański Duchess of Albany i to chyba on jest na zdjęciu. Diana nie ma takiej jasnej pręgi na płatkach. Pitisą jestem absolutnie zauroczona. Chyba pół lata wgapiałam się na jego wyczyny - pąk w kształcie dzwonka a później te wiatraczkowate kwiaty. I ta obfitość
Ewo- żurawki to bardzo kuszący kandydat do towarzystwa różom... więc kopczyk trzeba będzie delikatnie konstruować
Goś- a Ty już wypróbowałaś delikane konstrukcje kopczyków, jak czytam powodzeniem













