Witajcie!
Wczoraj leniuchowałam, to dzisiaj cały dzień poświęciłam pracy na działce. Wykopywałam stare poprzerastane słoneczniczki, które stworzyły olbrzymie bryły korzeniowe. Wyrzuciłam na kompost wszystkie. Na ich miejsce przeniosłam różyczki, które miały
bylejakie miejscówki i nie dane im było pokazać całej swojej urody. Oczywiście ziemia po słoneczniczkach okazała się wyjałowiona i wysuszona, wobec czego musiałam przydźwigać kilka wiaderek kompostu i kilka konewek wody ( kranowa już zakręcona ). Spaliłam resztę wysuszonych badyli, poprzesadzałam niektóre bylinki na nowe miejsca, w tym szałwię 'Plumosa' na stanowisko bardziej nasłonecznione. Przekopałam kawałek działki pod tunel, który tam zostanie wiosną przestawiony, zebrałam trochę rozmaitych nasionek i zrobiło się bardzo szaro na dworze, a ponieważ po porannej mgle tylko chmury po niebie pływały, to owa szarość oznaczała zachód słońca i trzeba było wracać do domu. No i wrócilibyśmy, gdyby nie Miśka, na którą trzeba było nieco poczekać i powrót odbył się wśród
ciemności egipskich i z burczącymi z głodu żołądkami.
Jutro zostaję w domu, muszę odwiedzić ryneczek, bo już najwyższy czas o porządkowaniu i czyszczeniu nagrobków pomyśleć oraz powoli gromadzić potrzebne akcesoria.
Maryniu - u mnie naprawdę jeszcze bardzo kolorowo.

Sama jestem w szoku

, że tak może być w trzeciej dekadzie października...
Szarzyzny działkowej też nie lubię

i gdy rabaty opustoszeją, przestanę na działkę zaglądać. Oczywiście, jeśli M nie będzie potrzebował mojej pomocy.
Dzień był bardzo miły, dziękuję.
Kasiu74 - dziękuję, kochana, za miłe słowa.
Dzień był bardzo udany, dziękuję.
Dorotko - malinki delikatne, więc byle mrozek potrafi je wykończyć.

Ja mam to szczęście, że mrozu nie miałam, ale malinki nie są już takie słodkie jak wcześniej.
M dumny i blady po wysłuchaniu gratulacji, za które serdecznie dziękuje i przesyła pozdrowienia.
Gazanie wyjątkowo piękne, ale cieszę się, że wcześniej pomyślałam o nasionach, bo teraz w ogóle ich nie produkują.
Misia pomiziana, wymruczała serdeczności

, choć dzisiaj na pieszczoty nie zasłużyła.
Karolu - rzeczywiście działkę mam w takim miejscu, że osłania ją ściana drzew z pobliskiej skarpy z jednej strony, a w ogóle jest położona w niewielkiej niecce, co akurat teraz jej służy, ale wiosną dłużej rozmarza niż działki położone nieco wyżej i później zaczynają kwitnąć wiosenne kwiaty. Jednak nie tylko moją działkę ominęły przymrozki, one ominęły niemal cały nasz ROD.
Być może masz rację w sprawie neriny, tylko że ja ją kupiłam jako 'Undulata'. Kwitnie na bezlistnej łodyżce.
Kobea w tym roku wprost szaleje.

Posadzona z jednej strony pergoli przerosła górą i sięga już ziemi po drugiej stronie, a ponadto nieustannie wypuszcza coraz to nowe odrosty. Ciągle rozwija nowe pąki, choć już znacznie mniej niż wcześniej.
Aniu - coś mi wydaje, że i u mnie kolory zginą.

Idzie ochłodzenie, ma być mniej słońca, to i kolorki posmutnieją, ale i tak miałam dużo radości dzięki tak długiemu okresowi kwitnienia.
Miśka nieustannie szuka myszy, a w liściach ciągle coś szeleści, więc ona tam poluje.
Dziękuję i pozdrawiam wzajemnie.
Iguniu - muszę wsadzić trochę powtarzających truskawek, ale tylko pod warunkiem, że są tak samo słodkie jak latem. Malinki teraz już straciły na słodyczy.
To zielone to jest jeżówka.
Miśka przez cały dzień buszowała na swojej działce, by w czasie powrotu do domu zniknąć nie wiadomo gdzie.
DOBRANOC.
