Wyjechałam na Kaszuby przed świętem z czystym sumieniem, albowiem zlitowały się niebiosa i całą noc ogród mi podlewały. Odświętowałam więc i ten radosny fakt kurczakiem po hawajsku i szampanem w przepięknym kaszubskim ogrodzie w towarzystwie Gospodyni oraz rozkosznych małych kocionków.



A ten się zmartwił, że kawki już nie ma...

W drodze powrotnej podśpiewywałam sobie w radosny takt samochodowych wycieraczek
"I'm singin' in the rain
Just singin' in the rain
What a glorious feelin'
I'm happy again".
I tylko te smętne bocianki w wiejskim gnieździe..., wolałyby pewnie suche gniazdo

Podlało, temperatura spadła do bardzo przyjemnych dwudziestu stopni, więc można się było zabrać za ulubioną czynność wszystkich ogrodników - przesadzanie
W pierwszym rzędzie więc porządek zapanował przy płocie krawca. Trafiły tam kamienie z całego obejścia, których zadaniem będzie powstrzymywanie kory przed wywianiem.

Jako następna, ofiarą moich zapędów padła tzw. dzwonkowa, na której posadziłam 11 róż od Sasa do lasa. Teraz trzeba je poprzemieszczać, no i spłaszczyć kurhanek, jakim była ta rabatka. Dzwonki rozpirzyłam tymczasowo po kątach, posadziłam bukszpanki i... utknęłam z powodu róż



Jutro ciąg dalszy.
Generalnie zmierzam do uspokojenia ogrodu (ten trend zapowiada wiele forumowiczek
Na chwilę obecną mam do oddania w dobre ręce:
1. Irysy syberyjskie białe,
2. Irysy syberyjskie błękitne Cambridge,
3. Różę Frau Druschki (biała).
Ewo, znowu zgubiłaś parasolkę? Ciekawe, która to już z kolei
Kłosowców jest kilka odmian, wszystkie pokrzywowate i, jak dla mnie wspaniałe. Którykolwiek kupisz - będziesz zadowolona (chyba
Ech, Asiu, ja na Twoim miejscu nie poprzestałabym na mglistym wspomnieniu boskiej nalewki z czeremchy
Popadało, i owszem, ale od soboty już jest znowu ciepło i słonecznie. I pomyśleć, że na południu ludziki marzną...
Fraszko, witaj w kraju!
Poleciałam zobaczyć, gdzie to bywałaś i dowiedziałam się, że w Oxfordzie
Smolko, dzięki.
Przebiegłam wzrokiem kilka stron Twojego wątku, ale kota nie było
Marysiu Ambo, mam wielkie pokłady wyrozumiałości i tolerancji dla wysuszonych, biednych ogrodów, mój wszak taki sam był do niedawna. A i dziś z trudem się z tego pustynnego stanu podnosi.
Cieszy mnie, że kolanka masz całe
Racja, Madziu, trzeba wizytę powtórzyć. Mam ogromny niedosyt, taki ogród, tyle roślin nie zostało obejrzanych z należytym pietyzmem i docenionych, no i te konie...
Jeśli tylko znajdziesz trochę czasu i wystosujesz zaproszenie - ja z przyjemnością.
W mojej rodzinie konie były bardzo poważane. Dziadek je hodował, ojciec i stryj służyli w kawalerii, a wszyscy je bardzo kochali.
Nawet ja przez chwilę jeździłam, a nawet spadłam z konia bez zgubnych skutków
Dzięki, Asiu, to miłe, że leży Ci na sercu mój ogród.
O mojej jeździe na koniu napisałam wyżej
Rozumiesz mnie, Pel, i mój smutek i ból serca z powodu ginącego ogrodu...
Zdjęcia robione tendencyjnie, nie chciałam tej żałosnej sytuacji utrwalać, ale ja dobrze widzę, co uschło z kretesem, a co zostało skutecznie oszpecone
Na szczęście sytuacja uległa poprawie, choć nie wiem, na jak długo.
Jednak i polało, i temperatura spadła na tyle, że róże ponownie tworzą spore kwiaty, a nie takie wyskrobki, opadające na drugi dzień, jak w czasie upałów.
I żebyś wiedziała z jaką zazdrością patrzyłam na oglądane świeże i zieloniutkie ogrody...
Z tą setką floksów u mojej siostry, to trochę przesadziłam, ale że choroba ta sama, co u Ciebie, to pewne
Na razie tyle, musi być przerwa, bo ... zabrakło kawy.







