Witaj Wandziu. Miło Cię tu znowu gościć.
Za długo chyba myślę jak tu podsumować Wam w kilku słowach miniony sezon mojej działeczki, więc do dzieła.
Wiosna minęła w miarę spokojnie (z akcentem na 'w miarę'). Ogród w tamtym czasie był relaksem i sposobem na wyłączenie myślenia.
1. Szafirki sprawiły mi wielką radość, bo zakwitły wszystkie jak jeden mąż, łącznie z tymi, które mam jeszcze od naszej Lucynki.

A to grupka zapoczątkowana prezentem od Lucynki.

Moje ulubione szafirki szerokolistne. Ciekawe czy pokażą się w tym roku.

2. Pierwszy raz zakwitła puszkinia. Nigdy wcześniej nie sadziłam jej u siebie. Chyba nie jestem do końca usatysfakcjonowana. Kwitła bardzo krótko. Nie wiem czy taka ulotna jej natura, czy akurat tak się zdarzyło.

3. Za to długo i obficie obsypany kwiatami był oliwnik baldaszkowaty. Miałam wielką nadzieję na chmurę owoców i radość z samej myśli o tym ogromną.


4. Przez chwilę również cieszyły mnie kwiatami świeżo posadzone lilaki 'Sensation' i 'Michel Buchner'. Nie dałam im kwitnąć za długo, żeby się zajęły ukorzenianiem. Niestety kupowałam w okresie kwitnienia, żeby móc powąchać kwiaty. Są odmiany, których zapachu nie lubię.


5. Na rabacie pod sosną posadziłam małe, kremowe zawilce. Pięknie kwitły, a później o mało nie zostały wyrwane, kiedy to mama chciała mi pomóc w pieleniu. Na szczęście byłam obok.

Wiosną tak naprawdę w ogrodzie wszystko szło spokojnie i swoim rytmem. Jedyną rzeczą, która mnie zmartwiła był brak kwiatów u mojej pupilki jabłonki 'Oli'. Niestety w tym roku nie spodziewam się niczego wielkiego z jej strony, bo ją ciut zaniedbałam w poprzednim. Nie tylko ją, zresztą.
Za ogrodową furtką życie w tym czasie koncentrowało się na parowaniu.

Lato to już zupełnie inna opowieść...



