Powrót na główną stronę Forum.

Ogrodniczo Działkowe Forum.
Najlepsi polscy fachowcy. Bazy wiedzy praktycznej. Porady.
* Rejestracja    * Pomoc   * Wyszukiwarka    * Zaloguj 
  

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]



Utwórz nowy wątek Odpowiedz w temacie  [ Posty: 999 ] 
Przeszukiwarka poniższego WĄTKU:
Idź do strony nr...        1 ... 51, 52, 53, 54, 55, 56, 57 ... 72  
Autor Wiadomość
Madziagos
 Tytuł: Re: Przydomowa hodowla kur cz.2
PostNapisane: 17 lis 2017, o 22:30 
Offline
Przyjaciel Forum - gold
Przyjaciel Forum - gold
Avatar użytkownika
Postów: 3290
Skąd: Sobącz/Kaszuby

 więcej niż 1
I skończyło się na tym, że niewiele myśląc wsiadłam w samochód, zapakowałam zwłoki do bagażnika i już dziś pognałam 200 km do Gietrzwałdu.
Dobrze zrobiłam, bo jechać miałam w poniedziałek.
Do tego czasu zwłoki nie nadawałyby się do niczego.
Pojechałam, zagadałam, natrafiłam na inna osobę, niż weterynarz, który rozmawiał w tej sprawie z nimi wcześniej.
No i udało się, badania zaczęły się już dzisiaj.
Mam wyniki sekcji, jaka została przeprowadzona dziś w laboratorium.
Najprawdopodobniej gruźlicę można wykluczyć, jednak dopiero posiew to potwierdzi na 100%.
Bezpośrednią przyczyna śmierci pawia była najprawdopodobniej aspergiloza, być może był także nowotwór, który dał masę przerzutów i też by niebawem tak czy siak zabił.
Napiszę, co było dokładnie, jak będą pełne wyniki.
Na szczęście aspergiloza daje się opanować, więc nawet jeżeli coś mi zacznie wykazywać objawy, to raczej nie ma się czym za bardzo martwić.
Rok mamy paskudny, nic więc dziwnego, że osłabione z jakiegokolwiek powodu sztuki chorują.
Zarodniki grzyba muszą być po prostu w powietrzu, paszę mam dobrej jakości, a zamiast ściółki w wolierze jest piasek.

Ewa, ja też tak podejrzewam.
Mógł nawet nażreć się trutki na szczury albo zaprawionego ziarna do siewu, kto wie.
Uszkodzenie wątroby mogło faktycznie doprowadzić do raka.
Laborant potwierdził, że guzy nie przypominają gruźliczych, być może mają podłoże nowotworowe, wszystko zostanie niebawem wyjaśnione.

_________________
Z pozdrowieniami, Magda
Moje wątki Moje drogi... Aktualny
Moje nadwyżki


Góra   
  Zobacz profil Wyślij e-mail      
 
kasina123
 Tytuł: Re: Przydomowa hodowla kur cz.2
PostNapisane: 21 lis 2017, o 20:15 
Offline
0p - Nowonarodzony
0p - Nowonarodzony
Postów: 1

 1 szt.
Ciekawa jestem co uda sie ustalić w tej sprawie.

_________________
ostrzeżenie ustne


Góra   
  Zobacz profil Wyślij e-mail      
 
Madziagos
 Tytuł: Re: Przydomowa hodowla kur cz.2
PostNapisane: 22 lis 2017, o 00:06 
Offline
Przyjaciel Forum - gold
Przyjaciel Forum - gold
Avatar użytkownika
Postów: 3290
Skąd: Sobącz/Kaszuby

 więcej niż 1
Niestety,
sprawdziło się to, czego bałam się od początku, choć do końca starałam się nie dopuszczać, bo przez skórę to czułam.
To co wstępnie zostało zidentyfikowane jako grzyb, grzybem nie było.
Także zmiany w wątrobie okazały się zmianami gruźliczymi.
Ogólnie mówiąc - jest kicha.
Zobaczymy, co dalej.
Na razie oczywiście nie będę sprowadzać żadnych nowych ptaków.
Te, które są będę obserwować.
Rozważam przeprowadzenie prób tuberkulinowych, badanie jest tanie i może pomóc w wychwyceniu nosicielstwa, pytanie, czy znajdę tu kogoś, kto mi to zrobi.
Zarażone ptaki poszłyby do likwidacji, zdrowe zostały, woliera do dezynfekcji, ale to da się skutecznie zrobić.....superfosfatem.
Dokładnie posypać, następnie zmyć wodą.
Prątki gruźlicze tego nie przeżywają :twisted:
Ptasia gruźlica nie przenosi się na ludzi (chyba, że z bardzo obniżoną odpornością, np. po przeszczepach).
Na szczęście jajka można jeść, nie stanowią zagrożenia, mięso po ugotowaniu - podobnie, zresztą po otwarciu ptaka widać, który jest zdrowy, a który zarażony.
Chore mają w charakterystyczny sposób zmienioną wątrobę, śledzionę, węzły chłonne.

Cóż, możemy się starać ile wlezie, dbać, ganiać dookoła naszych podopiecznych, a i tak może okazać się, że nie wiadomo kiedy i nie wiadomo skąd spadnie na naszą hodowlę zaraza.
Takie życie.

_________________
Z pozdrowieniami, Magda
Moje wątki Moje drogi... Aktualny
Moje nadwyżki


Góra   
  Zobacz profil Wyślij e-mail      
 
KochinyAndzi
 Tytuł: Re: Przydomowa hodowla kur cz.2
PostNapisane: 22 lis 2017, o 19:36 
Offline
100p
100p
Avatar użytkownika
Postów: 156
Skąd: Koronowo

 ---
Współczuję takich chorób, kiepska sprawa. U mnie problem banalny, nicienie w odchodach zauważyłam, po Levamol poleciałam, tylko że jedni piszą, że stosują jednorazowo, a inni po 2 tygodniach powtarzają dawkę. Może jakaś porada dla moich kurek? Na szczury wrzucam pożyczonego od mamy kota na noc do kurnika, żywołapkę nastawiać w takie deszcze to katorga. I przyprowadziłam do domku małą koteczkę ;:173 mam nadzieję, że się rozmnoży i problem szybko zniknie ;:172

_________________
Z wszystkiego robimy sobie jaja.
Pozdrawiam, Andzia.


Góra   
  Zobacz profil Wyślij e-mail      
 
Madziagos
 Tytuł: Re: Przydomowa hodowla kur cz.2
PostNapisane: 22 lis 2017, o 20:11 
Offline
Przyjaciel Forum - gold
Przyjaciel Forum - gold
Avatar użytkownika
Postów: 3290
Skąd: Sobącz/Kaszuby

 więcej niż 1
Przeczytaj ulotkę:

http://sklep.hovet.pl/pgwet_kato/beta/w ... kp&id=1954

Wynika z tego, że albo 1 raz albo przez 3 kolejne dni, ja kiedyś stosowałam tę drugą opcję.

Moje koty łażą po stajni i dookoła przestrzeni wydzielonej dla kur, a szczur i tak sobie poradził.
Na te szkodniki w zasadzie nie ma idealnie skutecznego sposobu.

Pozbierałam informacje na temat ptasiej gruźlicy:

Oto, na czym stanęło:
gruźlica była, jest i będzie, podobnie jak inne choroby.
Jeszcze niedawno co druga stara kura padała na gruźlicę, mówiło się wtedy, że wątroba jej nie wytrzymała, a gruźlica u ptaków atakuje przede wszystkim właśnie wątrobę.
Zarazić się tym w zasadzie nie można, upadki są sporadyczne, więc póki co nie będę robić nic.
Ostatecznie umówiłam się na zakup nowego samca pawia, powinno być wszystko w porządku, jeden upadek z powodu gruźlicy nie
przekreśla hodowli.
Takiej właśnie rady udzielił mi weterynarz - praktyk od chorób drobiu.
Ja się do tej rady zastosuje, a co będzie dalej - czas pokaże.

_________________
Z pozdrowieniami, Magda
Moje wątki Moje drogi... Aktualny
Moje nadwyżki


Góra   
  Zobacz profil Wyślij e-mail      
 
ewikk77
 Tytuł: Re: Przydomowa hodowla kur cz.2
PostNapisane: 23 lis 2017, o 14:52 
Offline
Przyjaciel Forum - gold
Przyjaciel Forum - gold
Avatar użytkownika
Postów: 838
Skąd: mazowieckie

 1 szt.
Przykra sprawa, tymbardziej, że tak bardzo dbasz o zwierzaki. Dobrze, że nie jest to choroba zakaźna i nie stanowi zagrożenia dla reszty. Piszesz, że chorują na nią często stare kury. Możesz napisać jakie pierwsze objawy były u Twojego pawia, jak długo wykluwała się choroba, przynajmniej od widocznych objawów? Stare, to ile lat, bo kiedyś jak nasze babcie miały kury, to często ptaki dożywały kilkunastu lat. Moje obecnie najstarsze około 4 letnie, nie myślałam, żeby jeszcze je wybijać, choć wiadomo... niosą co kilka dni.
Tak naprawdę kupując zwierzaki, paszę, słomę nie wiemy co sobie z nimi przyniesiemy. W zeszłym roku zabrakło mi słomy na ściółkę, którą przywoziłam sobie jak odwiedzałam rodzinę na wsi (pachnącą, świeżutką i co najważniejsze nie pryskaną na żadnym etapie glifosatem, a to dla mnie ważne, bo staram się uprawiać i hodować w miarę możliwości ekologicznie), zimą zabrakło mi słomy, bo wiadomo zakaz wypuszczanie, więc ściółka szła w ilościach hurtowych. Znalazłam na "targu" gościa ze słomą, zamówiłam żeby mi przywiózł. Po "przedzieleniu" kostki słomy okazało się, że wewnątrz jest stęchła i bura. Nie dałam kurom, tylko wywaliłam.
W tym roku nie kupowałam młodych kur, chociaż nie mogę narzekać, te co kupowałam w poprzednich latach były ok, ale miałam własne lęgi. Wszystkie kurczaki z lęgów maj/lipiec zdrowe, etc. Na przełomie lipca i sierpnia usiadły kolejne kury. Coś mnie podkusiło i pod jedną wzięłam od znajomego 13 jaj do podłożenia pod jedną z nich. Pomyślałam, że stado będzie bardziej urozmaicone. Ponieważ kura duża, to dołożyłam jeszcze 4 jaja od swoich kur. Pod drugą chyba 15 jaj. Nie dość, że z 13 jaj zalężonych było raptem 6 + moje 4, u drugiej 14 na 15 się wylęgło, to padały jeden po drugim, nie tylko te "dostane", ale i te moje, obecnie zostało z nich 4 sztuki. Zgoniłam to na złą pogodę i rzeczywiście było pod koniec sierpnia deszczowo i chłodno, ale nie mam pewności, że nie było to jakieś choróbsko, a że pisklaki były razem, to się zaraziły. Oczywiście nie mam pretensji do znajomego, tylko raczej do siebie, zresztą dzięki niemu mam jednego/ jedną czubatkę -śmiesznego irokeza :) Choć może, to rzeczywiście przez pogodę.

_________________
pozdrawiam Ewa


Góra   
  Zobacz profil Wyślij e-mail      
 
Madziagos
 Tytuł: Re: Przydomowa hodowla kur cz.2
PostNapisane: 23 lis 2017, o 20:19 
Offline
Przyjaciel Forum - gold
Przyjaciel Forum - gold
Avatar użytkownika
Postów: 3290
Skąd: Sobącz/Kaszuby

 więcej niż 1
Ewo,
Może źle wcześniej się wyraziłam.
Miałam na myśli, że gruźlica ptasia nie jest w zasadzie zaraźliwa, ale tylko dla ludzi i większości innych ssaków.
Wyjątek stanowią osoby o obniżonej odporności, np. po przeszczepach.

Dla drobiu i wszystkich pozostałych ptaków gruźlica jest zaraźliwa, jednak zazwyczaj choruje około 5-10% stada.
Oczywiście w praktyce może być mniej lub więcej.
Szansa, że choroba nie wróci w ogóle jest minimalna.

Określenie stara kura jest względne, myślę, że chodzi tu o kury powyżej trzeciego roku życia, lecz nie umiem Ci dokładnie powiedzieć.
Sądzę, że sporo zależy od kondycji i rasy danego ptaka.
Zachorować może również ptak młodszy - w okresie obniżonej odporności.
Np. mój paw miał bodajże 3 lata, czyli w zasadzie stary nie był.
Może pawie są wrażliwsze, albo akurat w tym momencie odporność uległa obniżeniu?
Na to pytanie nie ma odpowiedzi.

Gruźlica jest podstępna.
Najpierw ptak chudnie, pomimo apetytu (jest to uzasadnione, gdyż gruźlica atakuje przede wszystkim wątrobę).
Następnie robi się osowiały, wycofany.
Stan ten może trwać od kilku tygodni do kilku miesięcy, na końcu ptak pada.
Po otwarciu widoczne są zmiany o charakterze zapalnym na jelitach, żółtawe, serowate guzki na wątrobie, śledzionie, czasem także na innych narządach, mogą być zaatakowane także kości. To tak z grubsza - ptaka z takimi zmianami lepiej dać do badań, ponieważ może to tak wyglądać również przy innych chorobach.
Myślę, że gruźlicę należy podejrzewać, kiedy w stadzie osowiałe robią się pojedyncze sztuki - u mnie chorował tylko ten jeden paw, którego miałam od ponad roku i wcześniej wszystko było w porządku.
I to jest kolejna cecha tej podstępnej choroby - na ogół bardzo długo się rozwija, czasem dłużej niż rok.
Na szczęście podobno ostatnio jest coraz rzadziej spotykana w hodowlach.
Ja miałam pecha, ze na nią trafiłam.

Dobrze, że nie dałaś ptakom stęchłej słomy - ona jest źródłem zarodników patogennego kropidlaka stanowiącego przyczynę aspergilozy.

Z tego, co mi wiadomo, niektóre choroby przenoszą się w sposób pionowy, tj. dorosła kura-jajko-pisklę.
Obserwuj kury, cholera wie, co mogło zabić kurczaki.
Ja już się nauczyłam, że należy dochodzić przyczyn podejrzanych upadków.
Badania laboratoryjne są tanie i dają jednoznaczną odpowiedź.

-- 23 lis 2017, o 20:24 --

Dodam jeszcze, że w chwili obecnej walka z gruźlicą polega, po pierwsze, na obserwacji stada - podejrzane osobniki będą bezwzględnie eliminowane.
Po drugie: dezynfekcja, dezynfekcja i jeszcze raz dezynfekcja.
Na wszelki wypadek pracuję przy ptakach w rękawicach, a sprzątanie kurnika (prątki mogą być w kurzu) robię w maseczce przeciwpyłowej.
Może niepotrzebnie, ale tak jakoś lepiej się z tym czuję.

_________________
Z pozdrowieniami, Magda
Moje wątki Moje drogi... Aktualny
Moje nadwyżki


Góra   
  Zobacz profil Wyślij e-mail      
 
ewikk77
 Tytuł: Re: Przydomowa hodowla kur cz.2
PostNapisane: 24 lis 2017, o 07:22 
Offline
Przyjaciel Forum - gold
Przyjaciel Forum - gold
Avatar użytkownika
Postów: 838
Skąd: mazowieckie

 1 szt.
Magda dziękuję za wyczerpującą odpowiedź, wcześniej nie pomyślałam o badaniach laboratoryjnych, przyznam, że o tym, że mogła być to jakaś choroba pomyślałam dopiero po Twoim wpisie. Problem był od wyklucia do ok. miesiąca - czyli na przełomie sierpień wrzesień. Podejrzewałam kwokę, że może ich zadeptuje odganiając inne kury (bo to była taka matka wariatka - nadal jest, bo pilnuje tych swoich kuraków i goni wszystkie inne), albo pogodę. Kura raczej nie przeniosła choroby, o ile w ogóle była to choroba, bo kwoczyła kolejny raz w tym roku i pierwszy lęg był stuprocentowy i towarzystwo silne i zdrowe (prawie same koguty ;:oj ), jedyną nowością był jaja z "zewnątrz" i tak jak pisałam zimna (jak na tę porę), deszczowa pogoda.
Nawet pisałam chyba na forum, że późne lęgi się u mnie nie sprawdziły (i nadal mam nadzieję, że to tylko to).
Te co zostały raczej są zdrowe, od dwóch miesięcy nic się nie dzieje, wszystkie pozostałe też nie wykazywały i nie wykazują żadnych chorób, ale wiadomo trzeba obserwować.

_________________
pozdrawiam Ewa


Góra   
  Zobacz profil Wyślij e-mail      
 
Madziagos
 Tytuł: Re: Przydomowa hodowla kur cz.2
PostNapisane: 24 lis 2017, o 12:53 
Offline
Przyjaciel Forum - gold
Przyjaciel Forum - gold
Avatar użytkownika
Postów: 3290
Skąd: Sobącz/Kaszuby

 więcej niż 1
Ewo,
tak to jest, teraz już nie dojdziesz, co to było.
Trzeba być dobrej myśli, ż nie powróci, obserwować i stosować się do zaleceń dobrych praktyk, zwłaszcza związanych z odkażaniem.

Polecam Ci płyn RAPICID - bardziej zabójczy niż Virkon, także dla prątków gruźlicy i grzybów :twisted:
Litr kosztuje koło od 70 do 100 zł, ale po sporządzeniu cieczy użytkowej wychodzi z tego dosłownie tysiące litrów.
Odpowiedni roztwór stosuje się także do zamgławiania pomieszczeń w obecności ptaków, co chroni je przed grzybicą.
Dodatkowo wszystkie prace w kurniku (sprzątanie) od teraz będę wykonywać nie tylko w rękawicach, ale i maseczce na twarzy.
Niestety, liczba chorób od ptaków, jakimi można się zarazić jest całkiem pokaźna.
Nigdy nie wiemy, co spadnie na naszą hodowlę, a może spaść coś bardzo zjadliwego, również dla nas.

Jestem także zdania, że każdego padłego ptaka należy pokroić i obejrzeć w środku, w razie jakichkolwiek podejrzeń albo masowych upadków, np. małych kurczaków, przekazać materiał do badań.
To jest jedyny sposób aby wiedzieć,co i jak leczyć oraz czy w ogóle leczyć.

A póki co, idę zwalcząć prątki ;:14

_________________
Z pozdrowieniami, Magda
Moje wątki Moje drogi... Aktualny
Moje nadwyżki


Góra   
  Zobacz profil Wyślij e-mail      
 
KochinyAndzi
 Tytuł: Re: Przydomowa hodowla kur cz.2
PostNapisane: 25 lis 2017, o 21:53 
Offline
100p
100p
Avatar użytkownika
Postów: 156
Skąd: Koronowo

 ---
Ciężko ocenić stopień zakażenia robalami, poprzestałam na dawce jednorazowej. Ale jestem pewna problemu, bo przyuważyłam w jednych odchodach i drapią się po szyi aż piór tam nie mają. Po ubiciu widziałam, że każda miała wątróbkę bez guzków czy zmian, więc jedną zarazę ze stu trzydziestu sobie wykluczyłam :;230 Virkon kupiony leży, wyczyszczę sobie kurnik, nawrzucam ściółki i zima może przyjść. Ale powoli :wink:

_________________
Z wszystkiego robimy sobie jaja.
Pozdrawiam, Andzia.


Góra   
  Zobacz profil Wyślij e-mail      
 
Madziagos
 Tytuł: Re: Przydomowa hodowla kur cz.2
PostNapisane: 25 lis 2017, o 22:31 
Offline
Przyjaciel Forum - gold
Przyjaciel Forum - gold
Avatar użytkownika
Postów: 3290
Skąd: Sobącz/Kaszuby

 więcej niż 1
Niestety, dziś doszło do kolejnego upadku.
Padł samiec bażanta złocistego.
Obejrzałam wątrobę, niestety znalazłam zmiany podobne do gruźliczych.
Ptak jedzie do badań, na szczęście znalazłam w pobliżu przychodnię od drobiu.
Chciałam dokupić samca pawia, ale w tej sytuacji postanowiłam się wstrzymać.
Muszę ustalić, co zabija moje ptaki, może wcale nie gruźlica, a może jednak tak.
Jeżeli tak, to jakoś dziwnie szybko, może bażanty i pawie są na nią wrażliwsze.
Zobaczymy, co się okaże.
W najgorszym układzie postanowiłam zlikwidować stado, zrobić dezynfekcję i od wiosny zacząć od początku.
Cóż, raz na wozie, raz pod wozem.

_________________
Z pozdrowieniami, Magda
Moje wątki Moje drogi... Aktualny
Moje nadwyżki


Góra   
  Zobacz profil Wyślij e-mail      
 
KochinyAndzi
 Tytuł: Re: Przydomowa hodowla kur cz.2
PostNapisane: 26 lis 2017, o 09:37 
Offline
100p
100p
Avatar użytkownika
Postów: 156
Skąd: Koronowo

 ---
Współczuję. Też się zastanawiałam nad wybiciem stada, ale stwierdziłam, że nowe kurki będą w tym samym środowisku spotykać te same wróble i szpaczory, poczytałam, że to tylko kwestia czasu mimo dezynfekcji kurnika i tak coś przywloką. Więc postanowiłam się pomęczyć, ostatnie padło tydzień temu po prostu było chude i kichało. Trzeba by zrobić milion badań :cry: Może przyszły rok będzie suchszy i bardziej łaskaw, przecież stada bażantów dzikich kiedyś muszą się odbudować, a u nas ani jednego młodego w tym roku (lubią przesiadywać na furtce i kręcić się po warzywniaku). W mokry rok bażanty łowne tracą nawet wszystkie młode...jak u mnie. Jedyna kurka Leghorn i niebieska na razie ok. Czytałam opis jak pewna gospodyni walczyła u siebie z choróbskami, a weterynarz uparła się, że chodzi o robale i miała rację, osłabiły stado i wszystko łapały, od razu więc się wzięłam do roboty, zaczynam od podstaw, zobaczymy czy będzie jakiś efekt. Madzia, nie załamuj rąk, powodzenia w tej wojnie...
Oprócz tego jestem na etapie wypatrywania która czubatka jest kogutkiem, bo tak szybko mi tu coś pieje, że nie przyuważyłam :D

_________________
Z wszystkiego robimy sobie jaja.
Pozdrawiam, Andzia.


Góra   
  Zobacz profil Wyślij e-mail      
 
Madziagos
 Tytuł: Re: Przydomowa hodowla kur cz.2
PostNapisane: 26 lis 2017, o 12:17 
Offline
Przyjaciel Forum - gold
Przyjaciel Forum - gold
Avatar użytkownika
Postów: 3290
Skąd: Sobącz/Kaszuby

 więcej niż 1
Rozważałam kwestię gruźlicy w stadzie na 10000 sposobów.
Niestety, należy przyjąć, że wszystko jest zarażone.
Oczywiście tylko niewielka część z tego zachoruje w najbliższym czasie, reszta w późnym wieku albo jakimś cudem - wcale.
Oczywiście mogę sobie ptaki trzymać dla siebie, komuś przecież czegoś takiego nie sprezentuję ani nie sprzedam.
Choroba sama nie zginie, będzie się ciągła w nieskończoność.
Na początek stanowczo postanowiłam nie sprowadzać żadnych nowych ptaków.
Myślę, że jednak najlepszym rozwiązaniem jest wybicie stada i dezynfekcja, można zacząć wszystko od początku.
Powoli oswajam się z tą myślą.
Oczywiście zawsze istnieje prawdopodobieństwo pojawienia się tej, czy innej choroby.
Niestety, takie jest ryzyko związane z hodowlą i nikt z nas jego nie uniknie.

Wiecie, wolałabym, żeby ptasia gruźlica była zwalczana z urzędu.
Przyszliby, zrobili brudną robotę, zdezynfekowali i wypłacili odszkodowanie za ptaki.
Jednak gruźlica ptaków zwalczana z urzędu nie jest, ponieważ nie stanowi dużego zagrożenia.
I w ten sposób mam chorobę w stadzie, ze zwalczaniem której zostałam sama.

_________________
Z pozdrowieniami, Magda
Moje wątki Moje drogi... Aktualny
Moje nadwyżki


Góra   
  Zobacz profil Wyślij e-mail      
 
KochinyAndzi
 Tytuł: Re: Przydomowa hodowla kur cz.2
PostNapisane: 26 lis 2017, o 19:37 
Offline
100p
100p
Avatar użytkownika
Postów: 156
Skąd: Koronowo

 ---
Zgadzam się, ale wiosną z urzędu dawali 5 zł za sztukę dorodnej kury, która znosi jaj za 5 zł w kilkanaście dni, żadna to pociecha. Tyle zachodu, żeby mieć wiejskie kurki. W takim przypadku nie wiadomo co gorsze. Gdybym miała wybijać to od razu nastawiłabym inkubator i międzyczasie odchowywałabym młode w garażu przez zimę, na wiosnę już by coś było. Czas trochę wyjaśni, ale staram się nie denerwować za bardzo i cieszyć z tego co jest, a 22 sztuki różności to i tak nie mało dla mnie.

_________________
Z wszystkiego robimy sobie jaja.
Pozdrawiam, Andzia.


Góra   
  Zobacz profil Wyślij e-mail      
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w temacie           [ Posty: 999 ]  Idź do strony nr...        1 ... 51, 52, 53, 54, 55, 56, 57 ... 72  

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]


    |    Kto przegląda ten dział ?

Przeglądają dział: alehar i 51 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

..
Skocz do:  
www.marolex.pl    E-sklep Marolex
  * Witryna używa cookies. Polityka cookies.  Użytkowanie witryny oznacza zgodę na wykorzystywanie plików cookies i akceptację Regulaminu. *